27 komentarzy

  1. EKW
    18 listopada 2015 @ 21:01

    Ja jestem na tak dla cotton ballsów w kawalerkach jeszcze.
    Za to na nie te lata 60 – bardzo nie podoba mi się taki modernistyczny styl, ale to tylko kwestia mojego gustu.

    Pod resztą bym się podpisała 🙂

    Reply

    • Katarzyna Antończyk, Architekt Na Szpilkach
      18 listopada 2015 @ 22:21

      W kawalerkach rzeczywiście mogą być 🙂

      Reply

  2. Anonimowy
    18 listopada 2015 @ 21:12

    a sztukaterie w domu?:)

    Reply

  3. Anonimowy
    18 listopada 2015 @ 22:45

    Białe kuchnie na wysoki połysk, płytki typu metro, cegła, beton, farba tablicowa, krzesła Eames'ów, litery we wnętrzach, plakaty z prostymi hasłami, drabiny, obrazy na podłogach bądź postawione na półkach, a nie wiszące, skandynawska biel bądź też szary, który ostatnio jest ogromnie promowany, printy w formie zygzaków, kropek, industrialne lampy, widoczne kable lamp, odnowione meble po dziadkach, kolor żółty jako dodatek na tle szarych ścian, stołki/stoliki z pieńków drewna

    Ostatnio też: heksagonalne płytki, marokańskie kafle, kolor miętowy – moim zdaniem na szczęście, choć znów – zbyt masowo

    Ech… natrząsamy się z zachowawczych osób, że lubią breże i meble w kolorze wenge, a tymczasem sami powielamy schematy. Masowo.

    Bardzo lubię oglądać blogi wnętrzarskie. Ale robię to coraz rzadziej, gdyż blogerzy masowo skupiają się na hasłach skandynawski+marokański. Od czasu do czasu ktoś zamieści post inspirowany chabby chic. I… jakby to było wszystko. Trochę więcej odwagi moje miłe i mili! Warto zrobić coś czasem wręcz na przekór trendom, bo po 5 latach w większości mieszkań 30-latków będziemy się czuć jak w PRL-owskim wnętrzu, czyli kopiuj-wklej. A my mamy o niebo więcej możliwości przecież!

    Reply

  4. Small world of design
    19 listopada 2015 @ 07:42

    W wielu przypadkach zgadzam się z Tobą. Jest wiele trendów, które mi się podobają np. wzorzyste płytki, heksagony, beton, czy szarości. Jednak przeglądając blogi i portale wnętrzarskie mam wrażenie, że kręcimy się w kółko. Wszędzie styl skandynawski, biała kuchnia z dębowym blatem, kosze z poduszkami i świecące kule. Wszystko to mi się podoba jednak chciałabym czegoś nowego, lub przedstawienia tych trendów w nowy sposób.

    Reply

    • Katarzyna Antończyk, Architekt Na Szpilkach
      21 listopada 2015 @ 20:27

      Rozumiem Cię bardzo dobrze – mnie też żaden element tzw. "stylu skandynawskiego" nie przeszkadza, denerwuje mnie tylko zalew takich samych wnętrz 🙂

      Reply

  5. Unknown
    19 listopada 2015 @ 09:02

    Przyznaję, mam imitację betonu nad blatem w kuchni 🙂 Ale przy okazji remontu i pragnienia Lubego, żeby nasza kuchnia była trochę męska, industrialna, okazało się, że nasza 'wielka płyta' jest ohydna i nie nadaje się do odsłonięcia 🙂
    I farbę tablicową też mam w kuchni – ale korzystamy z niej intensywnie.
    I jeszcze szarą sofę, cottonki w przedpokoju (ale o tym to na blogu pisałam, że to jedyna opcja chwilowo na światło w przedpokoju :D), a w salonie napis w języku angielskim wygrany w konkursie 😀

    Więcej grzechów nie pamiętam 😀

    Za to uwielbiam ciemne ściany, które coraz częściej pokazują się we wnętrzach, szkoda, że potrzeba do nich zazwyczaj większych metraży, żeby je dobrze wyeksponować i nie zaciemnić przy okazji pomieszczenia. Ale może w przyszłym roku, jedną lub dwie machnę na piękny kolor "stormy weather" przy okazji remontu salonu 🙂

    Reply

    • Katarzyna Antończyk, Architekt Na Szpilkach
      19 listopada 2015 @ 11:32

      Imitacja betonu w wielkiej płycie przejdzie, tym bardziej po próbie odsłonięcia prawdziwego betonu 🙂 Szare sofy, tak jak napisałam, są – niestety – po prostu w najlepszych cenach, bo najpopularniejsze, nie dziwię się w pewnym sensie, że wszyscy je mają. Ale cottonki i napisy po angielsku hmmm… 😉 A stormy weather to przecież szary! Nie lepiej tak oliwkowy, granat, zieleń?! 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Reply

    • Katarzyna Antończyk, Architekt Na Szpilkach
      19 listopada 2015 @ 11:33

      No i w ogóle – dziękuję za odważną w kontekście wpisu spowiedź! 😀

      Reply

  6. Anonimowy
    19 listopada 2015 @ 12:21

    Budowałam dom 8 lat temu i popełniłam kilka wymienionych powyżej grzechów :).
    1. Cegła na ścianie (jednej) w salonie – ręcznie formowana, polska, taka sam jak elewacja całego domu i płot, wykorzystana też jako jeden z elementów kominka (obok piaskowca);
    2. Płytki metro (o zgrozo – fazowane) w kuchni (prawie białej…).
    3. Szare sofy – na początku były białe, ale przy mojej licznej ekipie dzieci nie sprawdziły się i zdecydowałam się na praktyczny, ciemny kolor.
    Mieszkam w tym od 8 lat (sofy jakieś 6) i nadal mi się podoba, więc chyba te elementy się obroniły.
    Sylwia

    Reply

    • Katarzyna Antończyk, Architekt Na Szpilkach
      21 listopada 2015 @ 20:30

      Pewnie płytki metro cegła obronią się za kolejne 8, zobaczymy tylko, jak z sofą 😉

      Reply

  7. Anonimowy
    19 listopada 2015 @ 19:21

    "Wolnoć Tomku w swoim domku!" Nie rozumiem, dlaczego mamy w zwyczaju krytykować wybory innych ludzi. Jeśli ktoś ma ochotę powiesić sobie cottonballsy w salonie, pasuje mu i dają fajny klimat, to czemu musimy to negować? Osobiście nie jestem fanką imitacji czegokolwiek, ale czasem wybór jest podyktowany cena, wagą, zbyt dużą grubością materiału, który może zdecydowanie pomniejszyć i tak już małą przestrzeń. Trochę jest to popadanie w skrajność. Czy w takim razie wieszanie wielkich luster w małym pokoju też jest złe, bo imituje większą przestrzeń? Zgadzam się, że blogosfera aż kipi od powielanych schematów; jak widzę plakaty z "Do more of what makes you happy" to aż mnie mdli. Jasne, że wszędzie widzimy eamsy, sukulenty, zygzaki, lampy industrialne, czarne chmurki w pokojach dzieci na ścianach (bajdełej, to tego w ogóle nie rozumiem) itp. rzeczy, ale sama mam w domu wszędzie wiszące lampy warsztatowe na hakach, bo tanie i nie trzeba kuć w ścianach. Cottonballsy sama sobie zrobiłam z wiklinowych kulek, bo uwielbiam wieczorem światełka w, o zgrozo, salonie. Palą się tuż obok marokańskiego lampionu [sic!]. Sukulenty też mam i kaktusy, bo inne kwiatki pod moją ręką zmieniają się w żółte pachruścia. Mam tablicówkę w kuchni od kilku lat, gdzie wiecznie zapisuję miarki mleka młodszej córki (mogę mężowi powtarzać sto razy ile mleka na ile wody, ale co tam). Mam w domu baaaardzo dużo typowych rozwiązań, tych nietypowych kilka też jest (co to w ogóle znaczy "nietypowy?"), ale nie zamierzam na siłę starać się, by moje wnętrza było niewiadomo jak oryginalne. Osobiście marzy mi się szara kanapa, bo miałam już brązową, beżową, a biała przy dzieciach nie wchodzi w grę. Na czarnej widać wszystko jeszcze bardziej niż na białej, a kolorów moja mroczna biało-szaro-czarna dusza po prostu nie trawi, chyba że w dodatkach. To co wisi u mnie na ścianach ma dla mnie znaczenie, w dużej mierze, ideologiczne. A jeśli ktoś chce sobie powiesić plakat po angielsku, nie będąc poliglotą, ale tylko dlatego, że ładniej mu to brzmi akurat w tym języku, to czemu nie? We wnętrzach jakie obserwuję u moich znajomych królują beże, wenge, pomarańcze i sraczkowate żółcie. Kolory tak do siebie niedobrane, że jako estetka aż mam czasem ochotę piszczeć. Już wolałabym te biele z szarymi kanapami i cottoballsami oglądać niż te pomysły młodych ludzi inspirowanych gustami mamy i taty ("weź płytki koniecznie w beżowe mazaje, to nie będzie brudu widać…") Ale co tam, to ich sprawa. "Wolnoć Tomku w swoim domku!" Pozdrawiam serdecznie i to tak bez hejtu, to tylko taka moja mała dygresja 🙂 Agata

    Reply

    • Katarzyna Antończyk, Architekt Na Szpilkach
      21 listopada 2015 @ 21:03

      Forma bloga pozwala na szczęście w dość swobodny sposób wyrażać swoje opinie, z czego chętnie korzystam 😉 Zwróć jednak uwagę, że jedyne co poddaję krytyce, to bezmyślne podążanie za trendami, wybieranie czegoś tylko dlatego że jest modne czy łatwo dostępne – po prostu pójście na łatwiznę. Jak dla mnie można mieć cottonballsy w salonie, futerko na wc i różowy papier toaletowy, ale niekoniecznie do właśnie tych osób skierowany jest mój blog 😉 Staram się pokazać jak tworzyć wnętrza eleganckie, ponadczasowe, szczere, indywidualne. Wiadomo, że zawsze ogranicza nas budżet i przestrzeń, jaką mamy do dyspozycji, ale w ramach które mamy warto jednak dążyć do tych najpiękniejszych wnętrz 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Reply

    • Anonimowy
      28 listopada 2015 @ 10:58

      Podpisuję się . Też wolę oglądać skandynawskie biele i szarości niż pomarańczowe ściany. A najbardziej mnie irytuje brak fantazji, wszystkie meble z tej samej serii. Takie wnętrza wyglądają jak z katalogu kiepskiego sklepu.
      Joanna

      Reply

    • Katarzyna Antończyk, Architekt Na Szpilkach
      28 listopada 2015 @ 12:46

      Hmm, to nie do końca to, co chciałam przekazać 😉 Ja lubię na przykład pomarańczowe ściany, planuję nawet wpis o tym, że wnętrza w "niemodnych" brązach i pomarańczach bywają piękniejsze, niż wszechobecne skandynawskie biele i szarości, których użycie wskazuje właśnie często (nie zawsze!) na brak fantazji i bezmyślne podążanie za modą.

      Reply

  8. Skandichic
    20 listopada 2015 @ 11:57

    Ja z tych trendów najbardziej lubię biel, szarości i cegłę 🙂

    Reply

    • Katarzyna Antończyk, Architekt Na Szpilkach
      21 listopada 2015 @ 20:30

      …czyli wszystko zgadza się z Twoim nickiem! 🙂

      Reply

  9. Anonimowy
    24 listopada 2015 @ 09:26

    Oj chyba zgadzam się z każdym punktem 🙂 Może oprócz szarej sofy, która po pierwsze jest fajną, neutralną bazą – i można ją 'kolorować' poduchami i kocami, a po drugie jest praktyczna, nie widać na niej każdego paproszka czy zabrudzenia.

    Reply

    • Katarzyna Antończyk, Architekt Na Szpilkach
      28 listopada 2015 @ 12:47

      No tak, tylko jest całkiem dużo neutralnych kolorów – beże, taupe, khaki, a tymczasem ostatnio wszystkie sofy są właśnie szare 🙂 A to, czy widać paprochy czy nie zależy w większej mierze od tkaniny, niż od koloru.

      Reply

  10. Mirek
    27 listopada 2015 @ 12:00

    Bardzo fajny artykuł 🙂 wiele osób popełnia wyżej wymienione błędy. Zgadam się z każdym punktem 🙂

    Reply

  11. bestyjeczka
    17 lutego 2016 @ 12:52

    Bardzo podoba mi się Pani blog, muszę w wolnej chwili przeczytać go od deski do deski. Bardzo podobają mi się wpisy z poradami architekta, przegląd rzeczy w sklepach (jak urządzałam dom, nijak nie można było dostać płytek heksagonalnych w normalnej cenie, a tutaj wpadłam na świetnie hexy), a już remont w kamienicy, tylko podziwiać – czapki z głów! Będę z zapartym tchem obserwować co dalej.
    Niewiele jest blogów, które promują kolor, tym bardziej będzie mi miło tutaj zaglądać. Sama mieszam kolorem u siebie, zdając się głównie na intuicję. Pozdrawiam serdecznie!
    PS. sofę mam niebieską i malinową …w jednym pokoju 😀

    Reply

    • Katarzyna Antończyk, Architekt Na Szpilkach
      17 lutego 2016 @ 13:25

      Dziękuję Bestyjeczko (swoją drogą uroczy nick :)), że zatrzymujesz się na moim blogu na dłużej. O płytkach heksagonalnych będzie nawiasem mówić osobny wpis 🙂
      Żeby dobrze używać koloru trzeba go przede wszystkim lubić – ja lubię, dlatego promuję go na blogu, Ty lubisz więc jestem pewna, że te sofy obok siebie to strzał w dziesiątkę. Do usłyszenia/zobaczenia/skomentowania! 🙂

      Reply

  12. Dawid
    24 sierpnia 2018 @ 15:09

    Top trendy widzę nadal aktualne, sam stosuje te rady zastosowane w tym artykule. Pozdrawiam!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *